Polita
Teatr Polski w Szczecinie
Polita
Teatr Polski w Szczecinie
reż. Janusz Józefowiczmuzyka: Janusz Stokłosa

Po 13 latach od premiery licencję na produkcję „Polity” zakupił Teatr Polski w Szczecinie, dla którego rewolucyjna technologia 3D znakomicie wpisuje się w zaawansowaną technologicznie nową siedzibę. Szefujący teatrowi Adam Opatowicz nie zdecydował się na pozyskanie praw do libretta, muzyki czy koncepcji i ich własnej interpretacji, ale zaprosił do wiernego przełożenia jego pomysłodawców – Józefowicza i Stokłosę. Zmianie uległa obsada spektaklu. W rolach głównych oglądamy aktorów Teatru Polskiego, jednak odtwórców niektórych ról, szczególnie tancerzy, wyłoniono w castingu. Dopisano kilka scen, zmieniono niektóre sekwencje, ale szczecińska „Polita” to powtórzenie warszawskiej superprodukcji.
Obawiam się, że technologia 3D w teatrze się nie przyjmie. Dowodem, niech będzie fakt, że zabieg wykorzystany przed trzynastoma laty nie znalazł wielu naśladowców. Owszem, nie mogę odebrać tym efektom urody, zachwytu i podziwu, ale odnajduję więcej minusów czy przeszkód. Koronnym jest fakt, że okulary 3D znacznie przyciemniają widok sceny, praktycznie pozbawiając aktorów twarzy, widać właściwe ich sylwetki. Przy typowych dla musicali aktorskich technikach, stawiających nie na emocje, a szeroki, wyrazisty gest, robi się jeszcze bardziej jednowymiarowo (sic!). Nie pomaga też fakt, że niektóre z animacji trącą myszką, przywodząc na myśl tandetne efekty specjalne z Bollywood (choćby scena „ognista”). Daleko im do zdumiewających efektów znanych z choćby „Avatarów”. Owszem, są sceny, które bezdyskusyjnie zachwycają – to choćby lot samolotem, czy oprawa scen napowietrznych. Jednak mnie w tych momentach bardziej urzekała forma tradycyjnej animacji, analogowe, czyli ręczne wzbudzanie teatralnych maszyn.
Znakomitą pracę wykonała Katarzyna Banucha. Jej kostiumy to najprawdziwsza brawura szyku i elegancji! Wyglądają jakby zostały żywcem wyjęte ze starych filmów z Polą Negri, tylko zyskały jaskrawe kolory.
Janusz Stokłosa, jak na mistrza gatunku przystało, skomponował pełnokrwiste musicalowe melodie. Kiedy trzeba jest smutno, rzewnie, wzruszająco, kiedy indziej energetycznie, radośnie i skocznie. Kilka z utworów – „Adrenalina”, „Plotki” czy „Zróbmy film” – to prawdziwe przeboje, do których chce się wracać. Utwory z produkcji Teatru Buffo dostępne są w serwisach streamingowych, warto posłuchać. Czy szczecińskie wykonania też tam trafią?
Wielki szacun dla Józefowicza za dyscyplinę choreografii oraz postaciowania drugiego planu. Wszystkie sceny zbiorowe zachwycają choreograficzną precyzją. Nie ma tam miejsca na udawane gesty, czy oszukane ruchy. Każdy doskonale wie co ma robić, kim jest, gdzie jest i gdzie za ułamek sekundy ma być. Brawo!
W tytułową Politę, czyli Apolonię Chałupiec, wciela się znakomita aktorka dramatyczna i musicalowa Sylwia Różycka. Wybór nie mógł być inny. Jednak multimedialna formuła widowiska nie pozwoliła aktorce na powtórzenie fenomenalnej kreacji, gdy wcielała się w Edith Piaf. Jej Polita jest rzetelnie opracowaną rolą, ale nie opartą na tak misternym i wiarygodnym odwzorowaniu bohaterki jak w spektaklu nieodżałowanego Jana Szurmieja. Muzycznie jest brawurowo, szczególnie, że niektóre z utworów wymagały akrobacji i pozornie niemożliwych tanecznych figur.
Postać Ernsta Lubitscha reżyser powierzył Michałowi Janickiemu. Uwielbiany przez publiczność aktor dobrze poradził sobie z rolą – był wyraźnie powściągliwy, pilnował każdego gestu czy słowa, a przecież każdy bywalec Polskiego, wie, że to wbrew jego scenicznemu emploi. Janicki zrezygnował z szerokiego gestu i puszczania oczka do publiczności. Stworzył postać szlachetną i dobroduszną.
Wyróżniającą rolę, pełną wrażliwości i czułości, stworzyła Katarzyna Sadowska. Jej matka jest przejmująca i prawdziwa. Rozumiem wymogi i sznyt musicalowej formy, ale ta właśnie praca jest dowodem, że nie musi być to tak płaskie (mimo 3D).
Jestem pewien, że szczecińska „Polita” szybko stanie wizytówką nowego Teatru Polskiego i będzie wielkim przebojem tej sceny. Widać to zresztą już w podglądzie dostępności miejsc na spektakle na najbliższe miesiące (!). Choć bilety nie należą do najtańszych i są porównywalne z cenami w Buffo (ponad 100 zł), to schodzą niczym ciepłe bułeczki. Warto! Zapewniam.




